Wyprawa zupełnie nie "velo". Jakieś 330 km wędrowania po Asturii i Galicji, aby dojść do jednego z najstarszych chrześcijańskich sanktuariów - Santiago de Compostella. Dwa tygodnie podążania za znakiem muszli i żółtymi strzałkami. Zupełnie coś innego niż do tej pory... Zapraszam do wirtualnego towarzyszenia mi w trasie od 23 czerwca...

this is the end....
no i stalo sie... Minal niemal ostatni dzien urlopu :( wybralem bramke nr dwa i wybralem sie rano najpierw do ogrodu botanicznego. Rzeczywiscie ladny, duzo lepszy od tego w padwie :P potem wsiadlem w autobus i przermiescilem sie do miasteczka santa cruz, oddalonej o jakies 500 m od lotniska ;) tam spedzilem jakies 3 h na plazy zazywajac kontaktu z oceanem i kamieniami na plazy, a takze obserwyjac samoloty, ktore bezposrednio nad plaza podchodzily do ladowania. Az sie nie chcialo ruszac. Teraz tylko lot o 20:10 do lizbony, potem rano przez madryt i bruksele do pyrzowic :( szkoda ze to tak szybko zlecialo...
12.7.2010, 19:40

slonce i niebo ostro lsni....
....tak dobrze mi tak dobrze mi....
Tym cytatem z maanamu rozpoczynam kolejny dzien tutaj. Rano wyjscie do katedry na msze, potem kilkadziesiat minut czekania. W miedzyczasie odwiedzam park. O 11:40 autobus do wsi w ktorej skonczylem wczoraj. za kierownica kobieta - nir to zebym mial cos przeciw plci pieknej za kierownica, ale jazda za kolkiem tutaj wymaga naprawde silnych nerwow. po 3 dniach w tuejszych autobusach bede mial dosc kolejek gorskich na najblizsze kilka lat. Dzisiaj dla odmiany wymyslilem sobie wycieczke po levadzie, czyli kanale sluzacym d transportu wwody z gor. Biegnie on niej wiecej po poziomicy przez np 15 km. levad jest tutaj duzo ponad 1000 km. wycieczka wiec latwa. Okazala sie baaaardzo ciekawa, ale nie bede sie rozpisywal, bo nie bedzie co opowiadac przy zdjeciach. :P Jutro o tej porze bede juz w samolocie do lizbony :( ale przed tym musze sie zdecydowac jak spdzic dzien. Do wyboru mam jeszcze jedna wycieczke po levadzie, albo zwiedzanie ogrodu botanicznego i jakas plaza moze jak jakas znajde ;) no i nie wiem co zrobic bo zdaze na tylko jedno. Jakies podpowiedzi? ;)
11.7.2010, 21:32

czesc II
kolejna ciekawostka- na rozkladzie podane sa tylko godziny odjazdow z poczatkowgo i koncowego przystanku, takze trzeba sie domyslac kiedy jest autobus, zwlaszcza ze nie jedzie prosta droga, tylko zalicza wszystkie przysiolki po drodze. Ale na tym polega zycie bez stresu ;) nogdy nie mozesz narzekac ze autobus ci sie spoznil. Czekajac na autobus przezylem chwile grozy gdy zobaczylem swoj autobus, ktory mija mnie w zupelnie przeciwnym kierunku. Patrze na rozklad- nastepny za jakies 3 godziny. Na szcescie przechodzaca kobieta dostarczyla mi informacji ze on tylko jedzie do wioski obok i za chwile bedzie z powrotem. Uff. Na przystanku smieje sie do mnie kilkuletnia dziewczynka. Gdy po jakims czasie wysiada, ja zapatrzony za okno czuje ze ktos mnie ciagnie za plecak. A, to tylko dziweczynka chciala mi oznajmic ze wysiada, i pomachac na pozegnanie :)
Z ciekawostek na dzis: udalo mi sie wczoraj znalesc wg wskzowek z internetu wille w ktorej mieszkal przez trzy miesiace marszalek pilsudski. W Funchal jest poza tym rondo pilsudskiego i jego pomnik, a przed katedra wita nas... Jan Pawel II.
P.S. Przyslowie na dzis: poznasz Polaka po skarpetkach (garniturowych ;) ) do sandalow.
10.7.2010, 20:56

czesc I
Dzisiaj rano zszedlem na sniadanko jak na grzecznego wczasowicza przystalo. Po sniadaniu szybkie pakowanie i na autobus ktory mnie ma zawiesc do boca do encumeada czyli w okolice gor. Kilka slow wyjasnienia odnosnie turystyki tutaj. Wczoraj dowiedzialem sie w informacji turystycznej od wyjatkowo nie chcacej pomoc starszej pani zeby nie powiedziec starej... ze w najbardziej turystyczne rejony czyli pico de areiro i rabacal nie jezdzi zadna komunikacja publiczna. Pani kpiacym tonem stwierdzila ze zostaje mi autostop, ale na moim miejscu na zbyt wiele by nie liczyla (pozwole sobie wrocic do tego watku). a nawet jesli dany autobus jest w kierunku "tam" to zazwyczaj jeden lub dwa dziennie i to nie znaczy ze bedzie z powrotem, i tak jest w moim przypadku. Czyli z miejsca ktore chce osiagnac musze gdzies dojsc niekoniecznie wracajac w to samo miejsce. Wsiadam wiec do autobusu "rodoeste" ktory jest odpowiednikiem naszych pks i ruszamy. W autobusie jedzie rowniez polska rodzinka, ktra glosno po polku komentuje rozne rzeczy myslac ze nikt ich nie rozumie ;) auotbus odleglosc 15 km ookonuje jakies 1,5 godziny wijac sie przez wszystkie wioski od 0 m npm do 300 i tak kilka razy wspina sie po waziutkich drogach z wieloma zakretami. W koncu po 2 godzinach jestem na miejscu. Dziarsko ruszam na szlak. szlak ma nie wspinac sie na zadne szczyty, tylko lagodnie wznosic sie wzdluz doliny na przelecz a potem w dol do innej wsi. I tak w sumie jest, tyle ze po 5 km wygodnej sciezki sciezka coraz bardziej zarasta i lagodnie mowiac jest slabo utrzymana. No ale wsrod dominujacej roslinnosci ide dalej. Po drodze mijam sie parukrotnie z dwojka niemieckich tuurystow i sa to w tym dniu jedyne dwie osoby na szlaku. Mila odmiana po dniu wczorajszym. Za przelecza szlak jest juz duzo lepszy, i sprowadza ostro w dol do wioski. Najblizszy autobus z racji soboty jest dopiero za 2 godziny, wiec wypijam cole i ide dalej (2,5 km) myslac ze bedzie ich wiecej. Coz za lekkomyslnosc. Po drodze (tu powrot do watku autostopu) zatrzymuje sie z wlasnej woli jadacy ciezarowka tubylec, i proponuje mi podwiezienie :D no no...
10.7.2010, 20:52





