Rady

Tutaj znajduje się to co nie zmieściło się w poradniku dotyczącym krajów ;)

Rower

Obydwoje jeździmy na rowerach górskich. Jako że wyprawy planujemy głównie po asfalcie lub utwardzonych drogach zdecydowaliśmy się na opony typu "slick". Podczas pierwszej wyprawy wybór padł na Michelin Transworld City. Oponki te bardzo fajnie się prowadziły, jednak po przejechaniu 2000 km tylna opona (pod sakwami) zaczęła się przecierać. Wymieniliśmy ją w Szwajcarii na Schwalbe Road cruiser, i opona po dotarciu na niej do Polski jeszzce służyła niemal przez rok. Nauczeni doświadczeniem w 2006 zdecydowaliśmy się na Marathon Plus firmy Schwalbe, i decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie dość, że nie przebiliśmy ani jednej dętki przez 5,5 kkm, to na dodatek opony wyglądają niemal jak nowe. Pomijam fakt, że niemal zapomnieliśmy jak się pompuje koła na wyprawie. W czasie drogi wymieniliśmy również klocki, gdyż te, na których zaczynaliśmy nie wytrzymały któregoś błota, jeszcze przed wyprawą. Przez Alpy jechaliśmy na klockach Corratec, i sprawdzały się świetnie. Aha, no i oczywiście przed wyprawą wymienialiśmy napęd w obydwu rowerach, wydaje mi się, że jest do oczywiste, żeby jechać na w miarę świeżym napędzie, który oczywiście trzeba wcześniej trochę przejeździć.

Zakupy i jedzenie

Podczas wyprawy w Alpy mieliśmy w planach wydatki na jedzenie i zwiedzanie rzędu 8 euro/os/dzień. W praktyce okazało się, że swobodnie można przeżyć taniej, szczególnie w Czechach, gdzie ceny są podobne do naszych. Uwaga ta nie dotyczy Szwajcarii, gdzie ceny są potwornie(!) wysokie. Gdyby przeliczać na złotówki tamtejsze ceny, to nic nigdzie nie kupilibyśmy i w efekcie umarli z głodu. Zakupy najczęściej robiliśmy w marketach. W Niemczech był to Netto, Norma, albo Lidl i Billa - najtańszy jest chyba Netto, jednak tych marketów nie ma zbyt wiele. W Szwajcarii są trzy sieci: największy Coop, Migros i Denner. Coop jest wszędzie, co jednak nie oznacza że jest najtańszy. Najtaniej jest w Dennerze (udało się nam tam kupić nawet czekoladę po cenach podobnych do polskich), ale sa tam w zasadzie tylko podstawowe produkty spożywcze (np. bez warzyw i owoców). W Austrii najtańszy jest chyba Lidl. Jedzenie gotowaliśmy na palniku gazowym karrimora, na całą wyprawę zużyliśmy 2,5 kartusza 445 ml (Hiszpania i Portugalia - około trzech kartuszy). Jedzenie nie było zbyt urozmaicone, ale nie mogliśmy narzekać. Na śniadanie według mnie niezastąpione jest muesli /kaszki dla niemowląt, z tym, że kaszki najlepiej zabrać z Polski, ponieważ za granicą są dużo droższe. W ciągu dnia jedliśmy "co popadnie" głównie był to chleb+ dżem lub nutella lub ser, dopychaliśmy czekoladą, bananami, oraz dużą i ilością lodów. Obiadokolacja to głównie ryż/makaron/kuskus z sosem (niezastąpiony sos w proszku) puree w proszku itp.. Małym zaskoczeniem był dla nas fakt pobierania kaucji (PFAND) na wszystkie butelki plastikowe w marketach w Niemczech. Żeby było śmieszniej, każdy market ma swój system zwrotów butelek, więc radziliśmy sobie przelewając picie do bidonów, i od razu zwracając butelki.

Noclegi

Z założenia nie chcieliśmy nocować na polach namiotowych - z racji ograniczonych funduszy. Planowaliśmy spać opisywaną dość szeroko :-) metodą "na gospodarza" i plan ten udał się niemal na całej linii. W ciągu całej wyprawy nocowaliśmy tylko dwa razy na campingu i to w zasadzie był to wybór a nie konieczność. Na całej trasie (z wyjątkiem Czech, chociaż tam też zdarzali się mili ludzie) nie mieliśmy żadnego problemu z rozbiciem namiotu na polu, łące, czy podwórku, a czasem zdarzało się nam nawet spać u jakichś sympatycznych miejscowych w domu, szopie, oborze lub domku letniskowym. Do tego jeszcze niekiedy dostawaliśmy kolację, śniadanie i prowiant na drogę. Szczegóły opisane w przewodniku po krajach. :)

Bezpieczeństwo

Co tutaj dużo pisać... Kraje, przez które przejeżdżaliśmy nie należą do niebezpiecznych. Nawet w podobnych nam Czechach spaliśmy kilka razy niemal w centrum wioski na widoku, i przez całą noc nie mieliśmy żadnych kłopotów z tubylcami

Trasa/mapy

Trasę ustaliliśmy na podstawie punktów obowiązkowych, które mieliśmy zwiedzić w czasie wyprawy. Pierwotna wersja została ułożona w mapie Cartalla, ale trzeba założyć przy licznie pewien błąd (na oko między 5 a 10%) W praktyce posługiwaliśmy się mapami drogowymi w skali 1:300 000, są one zupełnie wystarczające do poruszania się po asfalcie. Jeszcze lepiej, gdy są dostępne dla danego kraju mapy lub atlasy w skali 1:200 000. Dają one dużą większą dokładność, i bardziej precyzyjne odległości. Nawet mapy 1:200 000 umiłowanego wydawnictwa Marco Polo różnią się bardzo korzystnie od map 1:300 000. W wakacje 2008 mamy w planach wypróbowanie atlasu w skali 1:225 000 firmy Freytag&Berndt. Zapowiada się obiecująco :)

Dodatkowo mieliśmy ze sobą mapy, które dostaliśmy bezpłatnie z ośrodków informacji turystycznej w Austrii i Szwajcarii. Austriacki Ośrodek Informacji Turystycznej dysponuje np. świetną dużą mapą campingów (skala chyba 1:400 000). Oprócz tego wykorzystywaliśmy bezpłatne mapy przebiegu ścieżek rowerowych. W Szwajcarii poruszaliśmy się głównie tymi ścieżkami, są one tak dobrze oznakowane, że naprawdę ciężko zgubić drogę. W Austrii poruszaliśmy się również ścieżkami, ale zdarzało się czasami, że ścieżka miała inny przebieg niż na mapie, lub czasem nie było jej w ogóle. My jechaliśmy Drauradweg, Tauernradweg, Salzkammergutradweg, Traunalweg i najsłynniejszą - Donauradweg. W Czechach jest bardzo dużo dróg lokalnych, które są w porównaniu z Polską zdecydowanie lepiej oznakowane - na każdym nawet najmniejszym skrzyżowaniu podana jest nazwa i odległość do najbliższej miejscowości(czasem tylko okazuje się, że z trzech stron skrzyżowania są podane inne odległości do tej samej wsi:-)

"Los cię w drogę pchnął
i ukradkiem drwiąc się śmiał
Bo nadzieje dając ci
Atlas MARCO POLO dał...

Z wyprawy 2006 niezatartym wspomnieniem pozostanie atlas "Hiszpania i Portugalia" w skali 1:300 000 wydawnictwa Marco Polo/Eurocart. Notorycznie nie zgadzały się w nim odległości między miastami, nie było zanazaczonych wsi (lub dla zabawy było ich za dużo), miejscowości miały inne nazwy, nie było oznaczonych tuneli, zła numeracja i oznakowanie dróg - jednym słowem koszmar, nie polecamy nikomu, no chyba że wrogowi...

Ubezpieczenie

Korzystaliśmy z ubezpieczenia zawartego w pakiecie karty Euro<26 SPORT (w 2006 karty ISIC) Oprócz tego mieliśmy ze sobą karty EKUZ z Narodowego Funduszu Zdrowia. Na szczęście nie mieliśmy okazji sprawdzić w praktyce jak korzystać z nich za granicą

English version english version

kolarstwo Nasze wyprawy są zamieszczone w Kalendarzu Wypraw Rowerowych XXI wieku Konkurs WWW - www.forumweb.pl :: 1 MIEJSCE (2008.02)

.:Odwiedzone kraje:.

.:Wspiera nas:.

sakwy crosso
Wyprawy Rowerowe STREFA WYPRAW ROWEROWYCH Nowoczesne przeglądarki Nakarm głodne dziecko