Okolice Beskidu Niskiego pamiętałem jak przez mgłę z wycieczki pieszej odbytej w 1997 roku. Było to na tyle dawno, że szukając na mapie celu na kilkudniowy wypad, Magurski Park Narodowy był jedną z pierwszych myśli. Pozostało nam tylko znaleźć bazę noclegową. Wybór padł na przeurocze schronisko "Hajstra" w Hucie Polańskiej. A zatem w drogę. Pierwszego dnia docieramy na miejsce na 12:00, i tak skutecznie odreagowujemy wczesne wstawanie, że postanawiamy się ruszyć z miejsca dopiero o 16:00, a że obiad mamy zamówiony na 18:00.... to daleko nie ujedziemy. Ruszamy spod Hajstry żółtym szlakiem w kierunku granicy. Najpierw szeroką polną drogą lekko pod górkę. Przekraczamy potok, następnie przejeżdżamy obok odrestaurowanego kościółka. Po pewnej chwili droga się zwęża, a po minięciu potoku i tablicy oznajmiającej że znajdujemy się w Parku Narodowym rusza w las. Wznosi się pod górę, ale po chwili znów jest dość łagodnie. ścieżka się zwęża i pojawiają się korzenie. Po kilkunastu minutach dojeżdżamy do przełęczy Mazgalica. Do wyboru droga w prawo lub w lewo. My kierujemy się w kierunku wschodnim, szlak jednak zamienia się w podejście. Ze względu na brak czasu zawracamy tą samą drogą. Po zjeździe czeka nas już pyszny obiad przygotowany przez Mamę Pana Gospodarza.
07.08.2010
Huta Polańska - Krempna - Ożenna - Czarne - wołowiec - Huta Polańska
Dzień rozpoczynamy z samego rana. Najpierw 2 kilometry w dół do Polan. Mijamy cerkiew, która wiele lat temu była świadkiem konfliktu pomiędzy parafiami prawosławną i rzymskokatolicką. Z Polan asfaltową drogą wśród luźno rozrzuconych zabudowań udajemy się w stronę Krempnej. Tutaj skręcamy aby zobaczyć z bliska drewnianą cerkiew. Mamy szczęście, bo akurat odwiedza ją trzyosobowa wycieczka z księdzem, który opowiada historię tego miejsca.. Korzystamy więc z okazji aby posłuchać. W Krempnej skręcamy w lewo, prosto na południe. Droga mija sztuczny zbiornik, a następnie wkracza w las. Jak ostrzega znak na skrzyżowaniu droga jest nieremontowana, i z każdym kilometrem dziur jest coraz więcej. Skręcamy mostem w lewo. Mijamy po prawej stronie resztki wsi żydowskie, a następnie dawny PGR. Droga wznosi się powoli, słońce piecze, na szczęście znów wjeżdżamy w las. Po minięciu zjazdu drogi w dolinę Ciechani osiągamy jedną z kulminacji wzgórz. Rozlega się stąd przepiękny widok na okolice granicy polsko-słowackiej. Ruszamy dalej skręcając wyraźnie w kierunku zachodnim. Jeszcze kilka podjazdów i zjazdów, aż na końcu ukazuje się przed nami dolina w której ukryte są wsie Grab i Ożenna. Widoczna jest również nowa droga w kierunku granicy. Ostatnie kilkaset metrów to bardzo przyjemny ostry zjazd. W Ożennej zatrzymujemy się przy sklepie.
Ze wsi jedziemy przez chwilę główną drogą na północ, by po kilometrze skręcić na zachód w stronę Wyszowatki. Do samej wsi, która również jest byłym PGR-em wiedzie asfalt, ale kilkaset metrów po zakończeniu zabudowań asfalt zamienia się w szeroką szutrową drogę. Podjeżdżamy na niewielką przełęcz. Tutaj (sic!) zaczyna się niebiesko znakowany szlak rowerowy, którym będziemy jechać przez kilka kilometrów. Zjazd jest przepiękny. Po drodze mijamy cmentarz wojenny w dawnej wsi Długie oraz retorty, które służyły niegdyś do wypalania węgla drzewnego. Po przekroczeniu rzeczki skręciliśmy w prawo. Po kilkuset metrach, po minięciu zabudowań po prawej stronie skręcamy w lewo w stronę dawnej wsi Czarne. Szutrowa droga wspina się nieznacznie, po chwili coraz mocniej. Robimy odpoczynek przy cmentarzu i pamiątkowej tablicy opisującej dzieje wsi. Droga wspina się dalej, osiągając kulminację w okolicach pomnika ofiar obozu koncentracyjnego w Thalerhofie.
Szuter wiedzie dalej w stronę Krzywej, my jednak skręcamy w nieznakowaną polną drogę wiodącą na północ w stronę lasu. Po wjeździe do lasu solidny zjazd, zakończony strumieniem. Przeprawiamy się przez pierwszy bród, i po chwili osiągamy w lesie czerwone znaki szlaku turystycznego. za znakami jedziemy w stronę wsi Wołowiec, po drodze jeszcze dwukrotnie przeprawiając się przez potok. W Wołowcu dojeżdżamy do asfaltu, który zresztą kończy się po kilkuset metrach. teraz jedziemy żółtym szlakiem rowerowym, który i tak co kilkaset metrów prowadzi nas poprzez koryto Wisłoki. Droga wiedzie dziką malowniczą doliną, i po kilku kilometrach znów wkraczamy w granice parku narodowego. Przekraczając znów kilka razy koryto Wisłoki zbliżamy się do doliny w której krzyże przydrożne wskazują, iż tutaj znajdowała się wioska Nieznajowa. Po przekroczeniu po raz ostatni koryta, możemy się zapoznać z kolejną tablicą opisującą tragiczne dzieje tej wsi. Z Nieznajowej droga jest już coraz lepsza, posiada miejscami nawet znamiona asfaltu ;) W Rozstajnych osiągnęliśmy główną drogę, która zaprowadziła nas z powrotem do Krempnej i Polan.

Pierwszy dzień to krótka wycieczka w celu rozkręcenia mięśni na przełęcz Mazgalica
| 
Cała trasa w gęstym lesie, więc widoków i zdjęć niewiele
| 
Godny uwiecznienia kościół na końcu Huty Polańskiej
| 
Drugi dzień rozpoczęliśmy wcześniej ;)
|

Na pierwszy rzut oka poszła cerkiew w Polanach
| 
Po czym kolejne 5 km pokonaliśmy asfaltem w kierunku Krempnej
| 
Cerkiew, mimo iż w remoncie, udało nam się zwiedzić również wewnątrz
| 
Po czy udaliśmy się na południe "drogą nieremontowaną na odcinku 15 km"
|

To co pozostało z wioski Żydowskie
| 
Droga dzielnie broniła statusu nieremontowanej
| 
Im blizej do granicy, tym widoki piękniejsze
| 
Osiągnęliśmy wzniesienie...
|

... i zaczęliśmy zjeżdżać do doliny, gdzie znajdowała się wieś Ożenna
| 
Po minięciu Ożennej kilka kilometrów lepszym asfaltem w stronę Wyszowatki
| 
...który zmienił się w bardzo przyjemny szuter...
| 
...wiodący na przełęcz Długie.
|

Widoki oszalamiały
| 
Hej, tu jest zasięg GSM!
| 
Tyle pozostało ze wsi Czarne
| 
Szutry były przepiękne
|

Nas jednak...
| 
...skusiła droga w bok
| 
Z radością podążyliśmy środkiem pola
| 
Zjazd do lasu zakończył się pierwszymi przenosinami.
|

Jakoś nie mieliśmy odwagi z początku brać z rozpędu ;)
| 
Kolejna przeprawa na Wisłoce
| 
Dla odmiany w dolinie Wisłoki pojawiły się krze ;)
| 
Po piątej przenosce, zaczęło nas to nużyć
|

Więc dla odmiany znów pojawiły się krzaki :)
| 
Nie ma to jak kwalifikowany szlak rowerowy :D
| 
Nieznajowa...
| 
Podmyty brzeg Wisłoki
|

| 
| 
| 
Ostatnie kilka kilometrów to znów piękny szuterek
|

| 
Ma ktoś ochotę na spotkanie z bykiem?
|
08.08.2010
Świątkowa Mała - Konieczna - Magura Małastowska - Świątkowa Mała
Drugim dniem jest niedziela, zaczynamy go więc Mszą Św., po czy samochodem udajemy się z rowerami do Świątkowej Małej. Tam zostawiamy samochód przy cerkwi, a my ruszamy rowerami z powrotem do Nieznajowej.Mijając drewniany budynek skierowaliśmy się dla odmiany w lewo. Po kilkudziesięciu metrach po raz pierwszy w dniu dzisiejszym przekraczamy rzekę. Droga wiedzie płasko doliną Wisłoki, którą przekraczamy jeszcze kilkukrotnie. Po pewnym czasie docieramy do skrzyżowania dróg na którym byliśmy wczoraj. Teraz jedziemy w przeciwnym kierunku czyli na południe do Radocyny. Droga jest szeroka i bardzo wygodna. Po osiągnięciu skrzyżowania dróg w Radocynie, zgodnie ze znakami skręcamy w prawo. Tutaj musieliśmy pokonać niewielki, ale dość wymagający podjazd. Potem droga wiodła dalej pod górę, ale już znacznie łagodniej. Po osiągnięciu kulminacji wzniesienia kolejne kilka kilometrów to szybka szeroka trasa w lesie, która zawiodła nas aż do asfaltu w Koniecznej.
Z Koniecznej ruszamy asfaltem na północ w stronę przełęczy Małastowskiej. Droga nie jest bardzo stroma, jednak obfituje w krótkie podjazdy. Po pół godzinie osiągamy przełęcz. Zwiedzamy zabytkowy cmentarz wojenny, i ruszamy, tym razem ostrzejszym podjazdem do schroniska na Magurze Małastowskiej. Tam po krótkim odpoczynku orientujemy się, że pogoda zaczyna się szybko pogarszać, więc tereneowym skrótym zjeżdżamy ponownie na przełęcz. Z przełęczy kierujemy się tym razem grzbietowym niebieskim szlakiem, który jest bardzo przyjemny. Co jakiś czas trasę urozmaicają korzenie i błoto, ale trasa jest naprawdę wspaniała. Kilka kilometrów przed Wołowcem wracamy na asfalt. Kierujemy się w stronę niebieskiego nieba, a za nami już całe stado granatowych chmur. Tuż przed Wołowcem piękny szybki zjazd asfaltem do wsi. Tam spotykamy szlak, którym podążaliśmy w dniu poprzednim. Czeka nas znów pięciokrotne przenoszenie rowerów przez Wisłokę i droga przez Nieznajową. Obecność granatowych chmur powoduje, że droga biegnie bardzo szybko. Udaje nam się wrócić przed deszczem do Świątkowej. Stamtąd jeszcze tylko 15 km samochodem, i pyszny obiad ;)

Znów zaczynamy od cerkwi, tym razem z okien samochodu.
| 
Wracamy do Nieznajowej, żeby na dobry początek przeprawić się przez Wisłokę
| 
Ale z czasem nabieramy rozpędu ;)
| 
|

Żywy... a piszą że ceramika...
| 
Żeby wjechać z rozpędu na podjazd w Radocynie
| 
3xSZ
| 
Kulminacja 3xSZ. Potem szkoda było zsiadać z roweru...
|

| 
Zatrzymaliśmy się dopiero w Koniecznej
| 
Uratowani... czy jakoś tak...
| 
Dłuższy asfaltowy odcinek na przełęcz Małastowską
|

Cmentarz wojenny na przełęczy
| 
| 
Ostry fragment do schroniska na Magurze
| 
I oto samo schronisko
|

Po zjeździe na przełęcz podążylismy niebieskim szlakiem w stronę Banicy
| 
Chwilę wcześniej była tabliczka "początek szlaku spacerowego"... no to czas na spacer...
| 
Ale po chwili było znacznie lepiej
| 
Może tego tu nie widać, ale za nami zrobiło się granatowo na niebie
|

Więc uciekliśmy w stronę pięknej pogody i jeszcze lepszych widoków
| 
Zagubiona kapliczka
|
09.08.2010
Huta Polańska - Olchowiec - Tylawa - Mszana - Polany - Huta Polańska
Ostatni dzień w Beskidzie Niskim. Jeszcze dzisiaj musimy wrócić do domu, więc wycieczka musi być krótsza. Z Hajstry kierujemy się w stronę Polan. Dobrze już znane 2 km po szutrze, przed samymi Polanami kierujemy się jednak w prawo w stronę Olchowca. Tutaj już polna droga nie jest taka łaskawa, widać, że ciężki sprzęt poprawiał drogę, czyniąc ją zdecydowanie mniej przejezdną dla rowerów. W Olchowcu rzucamy okiem na maleńką cerkiew, niestety jest zamknięta. Na skrzyżowaniu w środku wsi miejscowy mężczyzna zaczepia nas, tłumacząc, że jeśli się wybieramy do Tylawy, to będziemy mieli problem bo czeka nas wielkie błoto, takie w którym jeepy się topią. Dziękujemy za radę, nie przejmując się nią zbytnio. Jedziemy coraz bardziej zaniedbaną polną drogą. Po minięciu jednego jeepa, który wcale nie wyglądał na utopionego w błocie (jak się później okazało) gubimy właściwą drogę, i wyjeżdżamy na łąkę. Tam ścieżka staje się mniej wyraźna, ale kierując się na azymut docieramy do wyraźniejszej drogi. Pocieszeniem jest że ktoś już przed nami tu dzisiaj chodził. Błoto jest, ale nie zamierza nas wciągać. Po przejściu przez niewielki lasek na krańcu następnej łąki widzimy grupkę turystów, czyli jednak docieramy z powrotem do szlaku. Z łąki rozlega się przepiękny widok na całą dolinę. Droga znów się poprawia, a my ruszamy w dół doliny. Po pół godzinie dojeżdżamy do Tylawy, gdzie osiągamy drogę krajową. Kierujemy się nią na północ , a po kilkuset metrach skręcamy z powrotem na zachód w stronę Mszany. Mijamy były PGR i zabudowania wsi, i podjeżdżamy ku widocznym wzniesieniom. Po kilku kilometrach dojeżdżamy do drogi wiodącej z Iwli do Polan. Skręcamy w kierunku Polan. Najpierw czekał nas dalszy ciąg podjazdu w lesie, a po osiągnięciu kulminacji prawie 5 kilometrów zjazdu do głównego skrzyżowania w Polanach.

Nasza chata. Tzn Hajstra.
| 
Najpopularniejszy widok tego wyjazdu
| 
Mostek w Olchowcu
| 
... i maleńka cerkiew
|

Żeby tradycji stało się zadość, musieliśmy zgubić chociaż raz szlak
| 
Ale dzielnie dawaliśmy radę
| 
sielsko :)
| 
|

i w dóóół
| 
Powolne omijanie kałuż na zakrętach
| 
| 
...
|

...
| 
Pożegnanie z Beskidem Niskim
|